Zapach papieru, szelest kartek, chropowata powierzchnia stron... Papier ma w sobie urok, którego nie zastąpi żaden ekran. Ani ten w laptopie, ani w telefonie. Zawsze kiedy patrzę na książkę, widzę nowy świat. Czuję się zupełnie tak, jakbym wskakiwała w inny wymiar, poznawała nowych ludzi, obserwowała ich życie. Książki mają w sobie coś magicznego, a każdy pisarz jest dla mnie czarodziejem, który stworzył nowy świat, który istnieje tylko dla bohaterów i dla mnie.
Moją pierwszą przeczytaną z własnej woli i z przyjemnością książką była Ania z Zielonego Wzgórza. Miałam wtedy jedenaście lat i nie lubiłam za bardzo czytać. Owszem, podobały mi się książki, ale mamie przeszkadzało moje czytanie na głos, ja się męczyłam, było ciężko. Pierwsza książka, którą przeczytałam po cichu? Pięcioro dzieci i "coś". A zaraz po niej w nagrodę dostałam Anię. Od mamy. I pamiętam doskonale, jak wpadłam w ten świat. W jednej chwili siedziałam na zielono żółtej kanapie w pasy w salonie mojego domu, a w następnej byłam już z Anią i Mateuszem w drodze na Zielone Wzgórze. I tak rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem. Najpierw zaczęłam systematycznie przeglądać książki w szkolnej bibliotece, szukając kolejnych książek podobnych do Ani. Potem bibliotekarka - niska pani w wielkich okularach o przemiłym uśmiechu, która do tej pory kojarzy mi się z krecikiem, polecała mi kolejne książki. Kajtusia Czarodzieja, Emilkę, Króla Maciusia. I nagle otworzył się przede mną nowy świat. Pomagałam w bibliotece z kartami, przesiadywałam tam na wszystkich przerwach, wypożyczałam kolejne książki.
W szóstej klasie zaczęłam czytać wszystkie książki związane z II wojną światową. Do tej pory pamiętam niektóre naprawdę dokładnie. Jedną z nich była Zsyłka Jadwigi Łęczyckiej, której na pewno poświęcę jednego posta, kolejną Siedmiu nieobecnych Igora Skiryckiego, do której na pewno kiedyś wrócę, bo mam tylko mgliste wspomnienia.
Potem... po prostu poleciało. Odkryłam domową biblioteczkę, o której wcześniej nawet nie myślałam. Odkryłam w niej książki, które zdecydowanie powinnam przeczytać później - na przykład Ojca chrzestnego Puzo czy Dokument Matlocka Roberta Ludluma. Ze względu na to, że biblioteczka była rodzinna, wpadłam w skrajności. Po kryminałach i thrillerach przeszłam do literatury typowo kobiecej - Przeminęło z wiatrem, a po pani Mitchell wpadłam na słodkie, młodzieżowe lektury, takie jak Paulina.doc czy Magda.doc Marty Fox. Nie zapominajmy również o wielu wspaniałych książkach Jamesa Curwooda czy kryminałach Chmielewskiej. Musierowicz, Jurgielewiczowa czy Rodziewiczówna to kolejne panie, o których z pewnością napiszę.
Zapraszam na podróż po moich wspomnieniach i po wspaniałych, wyjątkowych światach, które zostały stworzone tylko po to, żebyście je poznali...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz